Skuteczna regeneracja stawów za pomocą terapii regeneracyjnych i zabiegów operacyjnych

Jestem uzależniona od adrenaliny

Jestem uzależniona. Uzależniona od adrenaliny, endorfin, od pasji, od życia. Najbardziej od życia ze sportem na codzień. Wysiłek , który daje wytchnienie , oderwanie od pędzącego świata, który czasem powoduje ból (ale tylko fizyczny, ból dający satysfakcję i poczucie tego ,że odwaliłam kawał dobrej roboty) , jest moim wentylem bezpieczeństwa w krytycznych sytuacjach. No tak, bo ja też takie mam, w końcu jednak jestem zwykłym człowiekiem. Tak się porobiło , że moje żelazne ciało, które zawsze tak wspaniale mi służy się zepsuło…Nie do końca samo, pomogła mi w tym ciężarówka, która wjechała we mnie na światłach. Lata eksploatacji ponad miarę możliwości też swoje zrobiły. Trudny okres w życiu a ja zostaję bez możliwości odreagowania?! Okrucieństwo nie do przeżycia! Permanentny stres i brak ruchu. RATUNKU!

Jak to zwykle bywa jedynym ratunkiem jest spokój. Zimna krew, która zawsze była moim atutem w ringu dziś musi zadziałać w życiu. Skoro coś się zepsuło trzeba naprawić, przynajmniej na tyle na ile się da. A da się i to sporo. Kręgosłup ( najpoważniejsza zmora ) można zoperować i wkrótce się to stanie. Barki, które musiały amortyzować każdy jeden cios są już w trakcie leczenia, regeneracji , odmładzania. Ścięgno Achillesa też będzie jak nowe – osocze zaczyna działać cuda! Ale co z głową? A no nic…tej się wymienić nie da. Dziwnie połączona z duszą. Obie cierpią. Cierpią bo serce za wolno i za słabo pracuje, bo tętno nie przyspiesza, bo z wysiłku nie bolą mięśnie, bo nie czują wolności i upływu kilometrów. Skoro wiem jak zachować zimną krew i skoro wiem że muszę przetrwać tych kilka najbliższych miesięcy bez sportu, ba! bez żadnego wysiłku , muszę znaleźć sobie jakieś zastępstwo. Kolejny raz jestem wdzięczna losowi za pasję i to nie jedną! I mam już plan, wiem jak przetrwam najbliższe miesiące 🙂

Wrócę do korzeni! Będę dbać o tych, których kocham, o siebie też i będę tworzyć. Tworzyć?! A tak! Tworzyć ! Nie tylko firmę ale wrócę do malowania, które daje mi tak wiele radości…Zwłaszcza nocami, przy ukochanej muzyce. Już prawie zapomniałam jak to jest. A jesień i zima to najlepszy czas na to , żeby sobie to wszystko przypomnieć , ożywić. Uświadomiłam sobie , że otrzymałam ogromy prezent od losu. Kolejny raz! Mam kilka miesięcy (sic! co za luksus!) na to by móc zwolnić, tworzyć, zająć się swoją zaniedbaną duszą i czekać cierpliwie na to, aż Damian skończy swoje dzieło. Czekać na dzień, w którym wypoczęta, zregenerowana i prawie nowa wystrzelę jak z procy! Chyba w kosmos polecę!